
„Wszystko to, co technika wymyśliła dla udogodnienia domowego życia, znalazło tu zastosowanie.”
Byli młodym małżeństwem z dwojgiem dzieci. On – gospodarz najnowocześniejszego domu mieszkalnego przedwojennej Warszawy, człowiek, który znał ten gmach od kotłowni po dach i odpowiadał za to, by dla kilkudziesięciu wymagających rodzin wszystko w nim po prostu działało. Ona – prowadziła dom w służbowym mieszkaniu, w którym urodziła się ich córka. Przeżyli pod tym adresem całą okupację i Powstanie Warszawskie – także te tygodnie, gdy ich dom stał się ostatnią siedzibą dowództwa walczącej Warszawy. Po kapitulacji ich drogi rozdzieliły się na długie miesiące – by po wojnie znowu spotkać się na Złotej, w domu, który ocalał.

Ta opowieść zbiera to, co o nich wiadomo. Fakty pochodzą ze źródeł: z kart ksiąg meldunkowych domu, z prasy z epoki, z dokumentacji budowy. Tam, gdzie źródła milczą – a wojenny rozdział tej historii w dużej mierze pozostaje milczeniem – opowieść tego milczenia nie zapełnia domysłami.
I. Z Pańskiej na Złotą
Stanisław Jędrasik urodził się 30 kwietnia 1907 roku; był synem Kazimierza i Marianny. Natalia z Jesków, córka Fryderyka i Justyny, była od niego o półtora roku starsza – przyszła na świat 8 grudnia 1905 roku.

8 lipca 1935 roku urodził się ich syn, Tadeusz Stanisław.

Mieszkali wtedy przy ulicy Pańskiej 50 – kilkaset metrów od placu, na którym włoskie towarzystwo ubezpieczeniowe Assicurazioni Generali wznosiło właśnie swój warszawski gmach.
Latem 1938 roku, gdy pierwsza część budowy była już ukończona i zasiedlona, Jędrasikowie przeprowadzili się na Złotą. Z dniem 1 lipca 1938 roku zostali zameldowani w lokalu nr 7 – służbowym mieszkaniu gospodarza w części mieszkalnej gmachu, do której wchodziło się od ulicy Złotej 7. Tu, 21 grudnia 1938 roku, urodziła się ich córka Irena Zofia – dziecko, które przyszło na świat już pod tym adresem.

II. Dom, który zbudowało Generali
Gmach przy Złotej 7/9, zaprojektowany przez architekta Edwarda Ebera i ukończony w pierwszym etapie w 1937 roku, należał do najnowocześniejszych domów mieszkalnych Warszawy – i był w całości kamienicą na wynajem: żadne mieszkanie nie było własnością lokatora, wszystkie należały do Generali. Prasa pisała o nim z niedowierzaniem: jedyny dom w stolicy w całości wyłożony na zewnątrz marmurem, z bramą i hallami zdobionymi kamieniem o poetycznych nazwach, z okuciami drzwi i okien wykonanymi według rysunków samego architekta z „Anticorodalu” – nowoczesnego, odpornego na korozję stopu aluminium.

Sam gmach był pomyślany jako pierwsza część znacznie większego założenia, które miało sięgnąć aż do Marszałkowskiej – prasa pisała, że ukończono dopiero około trzeciej części projektu. Wybuch wojny sprawił, że wielki plan pozostał na deskach kreślarskich, a skrzydło przy Złotej 7/9 – jedyną zrealizowaną częścią wizji Generali.
Zachowała się także druga perspektywa z pracowni Ebera – ujęcie całego założenia od przeciwległego narożnika, pod obłokiem godnym rozmachu tej wizji.

III. Gospodarz domu
Stanisław Jędrasik został gospodarzem części mieszkalnej z klatką od Złotej 7 – zatrudnionym przez samego właściciela i w praktyce administratorem połowy kamienicy. Mieszkańcy domu należeli do warszawskiej elity: lekarze i prawnicy, znani artyści, przemysłowcy i jubilerzy. Byli to lokatorzy bardzo wymagający – płacili wysoki czynsz za mieszkanie w najnowocześniejszym gmachu stolicy i oczekiwali, że wszystko będzie działać bez zarzutu.

Generali potrzebowało więc na tym stanowisku kogoś najlepszego: człowieka, który poradzi sobie zarówno z technicznymi wyzwaniami nowoczesnego budynku, jak i z codziennymi relacjami z lokatorami, z którymi pozostawał w ciągłym kontakcie – kogoś, kto umie budować zaufanie i rozwiązywać problemy, zanim urosną.
Warto wyjaśnić, co przed wojną kryło się za tym stanowiskiem – bo znaczyło ono co innego niż dziś. Podział ról w kamienicy był jasny: administracja finansowa – czynsze, umowy najmu, rachunki nieruchomości – pozostawała poza gospodarzem, w rękach biura właściciela. Cała reszta należała do niego. To on odpowiadał za codzienne życie domu: za ruch kotłowni i wind, pralni i magla, za czystość i porządek, za zamykanie bramy na noc i bezpieczeństwo mieszkańców, za personel – palaczy i pomocników – oraz za kontakt z firmami serwisowymi. Prawo nakładało na niego również obowiązki niemal urzędowe: prowadzenie ksiąg meldunkowych lokali, dopilnowanie zameldowań i wymeldowań, przestrzeganie przepisów porządkowych, sanitarnych i przeciwpożarowych. Dla lokatorów był na miejscu jedynym przedstawicielem właściciela – pierwszym adresem każdej sprawy, prośby i usterki. W domu zamieszkanym przez ludzi wymagających ta strona pracy była równie ważna jak techniczna: gospodarz musiał łączyć takt z konkretem, znać swoich lokatorów i ich zwyczaje, umieć załatwić sprawę tak, by każdy czuł się potraktowany poważnie – i by problem nie wrócił.

Pod tym adresem mieszkały na stałe nie tylko rodziny lokatorów, ale i ich personel: służące i guwernantki, które prowadziły dom i zajmowały się dziećmi – niemal każde mieszkanie miało pokój dla służącej, umieszczony tuż przy kuchni. Dla gospodarza oznaczało to, że społeczność, o którą dbał i którą ewidencjonował w księgach meldunkowych, była znacznie liczniejsza niż sama lista najemców.

IV. Maszyna do mieszkania
Za reprezentacyjną fasadą krył się skomplikowany organizm techniczny – i to on był codziennym polem pracy gospodarza. W piwnicach pracowała kotłownia z centralnym ogrzewaniem próżniowym systemu Dunham – amerykańskim rozwiązaniem z najwyższej półki ówczesnej techniki grzewczej, cichym i precyzyjnie regulowanym – oraz z samoczynnymi, oszczędnościowymi paleniskami systemu Palos, które same dozowały opał. Tam też centralnie przygotowywano ciepłą wodę w systemie C.T.C.: mieszkania nie miały piecyków łazienkowych, bo gorąca woda płynęła z kranów w całym gmachu – rozwiązanie w przedwojennej Warszawie wciąż luksusowe. Całość instalacji sanitarnych – wodociągi i kanalizację, gazociągi, wentylację, pralnie mechaniczne i urządzenia przeciwpożarowe – wykonało Towarzystwo Budowy Maszyn i Urządzeń Sanitarnych Drzewiecki i Jeziorański S.A., najstarsza i najbardziej renomowana polska firma instalacyjna. Gospodarz takiego domu musiał rozumieć, jak ten układ działa: znać zasadę pracy kotłów i palenisk samoczynnych, umieć ocenić ciśnienie i temperaturę w instalacji, rozpoznać pierwsze objawy usterki, zanim odczują ją lokatorzy, planować dostawy opału na cały sezon i nadzorować palaczy.
Część mieszkalna gmachu miała dwie klatki schodowe – od Złotej 7 i od Złotej 9 – a w nich łącznie cztery dźwigi systemu „Stigler” z warszawskiej Fabryki Dźwigów Elektrycznych: dwa osobowe, jeden towarowo-osobowy i jeden kuchenny. Kabiny dźwigów osobowych, według rysunków samego architekta Ebera, wykończono luksusowo i fornirowano egzotycznym drewnem; dźwigi najnowszej konstrukcji odznaczały się nadzwyczaj cichym biegiem. Kabina dźwigu towarowego była cała z żelaza, a prostszy dźwig kuchenny woził dostawy wprost do kuchni. W klatce od Złotej 7 pracowały dwa dźwigi: osobowy – dla lokatorów – oraz towarowy, z którego korzystała służba: to nim jeździła z bielizną do pralni i magla, ze sprawunkami i dostawami. Prasa techniczna z podziwem opisywała zabezpieczenia tych maszyn: dźwig zatrzymywał się samoczynnie, gdy szybkość motoru przekraczała przewidzianą granicę lub gdyby doszło do zerwania liny – a wykonano je w dziewięćdziesięciu procentach w kraju, wyłącznie polskimi siłami technicznymi i monterskimi.

W budynku działały pralnie mechaniczne wyposażone w wysokiej klasy urządzenia, a na szóstym piętrze – gdzie były także mieszkania – tuż przy windzie znajdowało się pomieszczenie magla, jednego na klatkę. Z pomieszczeń gospodarczych – pralni i magla – nie korzystali sami lokatorzy, lecz ich służba: to ona prała, maglowała i nosiła bieliznę między piętrami. Dywany trzepano na dachu, skąd rozciągał się piękny widok na miasto, a rząd zgrabnych masztów antenowych zastępował las prowizorycznych anten szpecących inne warszawskie dachy. Mieszkania na ostatnim, szóstym piętrze miały własne tarasy – zabezpieczone przed wodą specjalistycznymi izolacjami Zakładów Przemysłowych „WUKO”; każdy przeciek groził zalaniem mieszkań poniżej, więc ich stan również pozostawał pod okiem gospodarza.

Sieć elektryczną położyło renomowane Biuro Elektrotechniczne Michała Zuckera i Jana Straszewicza, a oświetlenie oparto na nowoczesnym systemie żarówek Philinea Polskich Zakładów Philips. Armatury łazienkowe wyszły z Zakładów Mechanicznych „Świt”, a kompletne wyposażenie łazienek dostarczyła firma Ignacego Konińskiego i Franciszka Żugajewicza. Stropy ocieplono płytami Durolith i lnianymi płytami „Marunit”, doskonale tłumiącymi dźwięk między mieszkaniami, a świetliki bezkitowe z plafonami wykonała firma „Wema”. W mieszkaniach – trzy- i czteropokojowych, jasnych i większych niż w typowych nowych domach – zamontowano pełną zabudowę: szafy na ubrania, bieliźniarki, półki i schowki, spiżarki z lipowymi blatami służącymi za stolnicę, automatyczne kuchnie gazowe „Richmonds” najnowszego, najoszczędniejszego typu, a nawet urządzenia do mycia i suszenia naczyń. Nad płytą kuchenną wisiał okap z wentylatorem – dzięki niemu, jak zachwycała się prasa, zapach gotowanych potraw nie wędrował po pokojach.

Co istotne, całe to wyposażenie należało do właściciela i było częścią najmu: Generali oddawało mieszkania kompletnie urządzone i gotowe do zamieszkania – lokator wprowadzał się i od pierwszego dnia wszystko miało działać. Gwarantem tej sprawności na miejscu był gospodarz: to do niego trafiała każda usterka wyposażenia, które lokator otrzymał od właściciela. W domu, który współcześni porównywali do sprawnie działającej maszyny, gospodarz był tym, kto tę maszynę znał od piwnic po dach – i dzięki komu mieszkańcy mogli jej sprawności po prostu nie zauważać.

V. Wojna. Kino, sztab i schron pod jednym dachem
Jędrasikowie mieszkali w tym domu przez całą okupację – z kinem, które Niemcy przeznaczyli wyłącznie dla własnej publiczności i które przez pięć lat było dla Polaków zamknięte.

Dach domu żył zresztą w okupacji własnym życiem: dzieci z kamienicy bawiły się tam między kominami całą gromadą.

Na rozpiętych sznurkach pięła się fasola – jedna z wojennych upraw, jakie warszawiacy zakładali wtedy na dachach i balkonach, by choć trochę uzupełnić głodowe przydziały.

Rodzinny aparat towarzyszył tym chwilom, utrwalając rzadkie momenty zwyczajności w niezwyczajnych czasach – nawet wyprawę na karuzelę.

Wychodzono też do miasta – na spacery, do parku, na przekór okupacyjnej codzienności.

Okupacyjnym życiem żyła też ulica przed gmachem. W parterze od Złotej 7 działała w czasie wojny kawiarnia „Antresola”, prowadzona przez reżysera Jerzego Gabryelskiego – zatrudniał w niej aktorów teatralnych i filmowych, którzy bojkotowali jawne sceny okupanta, a lokal był zarazem punktem kontaktowym organizacji podziemnych. Przed kinem, odebranym warszawiakom, czekały dorożki – auta zarekwirowano, neony zgasły na całe lata.

Zostali w nim, gdy 1 sierpnia 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie. Ich adres zapisał się wtedy w historii walczącego miasta w sposób wyjątkowy – i to dwukrotnie.

Najpierw – za sprawą kina. Mieszczące się w gmachu Palladium – luksusowe kino przedwojennej Warszawy na blisko tysiąc miejsc – okazało się jedynym kinem śródmieścia, które udało się uruchomić w walczącym mieście. To tutaj 13 sierpnia 1944 roku pokazano przedstawicielom prasy pierwszą powstańczą kronikę filmową „Warszawa walczy!”, a 15, 21 i 28 sierpnia odbyły się jej publiczne premiery. Sala za każdym razem była wypełniona po brzegi; seanse organizowano wieczorami, by uchronić widzów przed nalotami. Na początku jednej z projekcji orkiestra zagrała „Warszawiankę” – i cała sala wstała, podejmując pieśń. Kino nie było zresztą tylko salą projekcyjną: na jego scenie występowali aktorzy i piosenkarze, a na widowni obok żołnierzy zasiadali także ci, którzy kanałami przedostali się ze Starego Miasta – by choć na chwilę oderwać się od wojennej rzeczywistości. Gdy 25 sierpnia ostrzał zniszczył powstańcze laboratorium filmowe przy Leszczyńskiej, ocalone taśmy i sprzęt montażowy przeniesiono właśnie tutaj, do Palladium. Do czwartego pokazu już nie doszło – kino zostało uszkodzone.

Potem – za sprawą sztabu. Pułkownik Antoni Chruściel „Monter” – dowódca Powstania, od 14 września generał brygady – kwaterował najpierw w hotelu „Victoria” przy Jasnej, a po jego zbombardowaniu – w gmachu PKO. Na początku września 1944 roku, gdy i ten gmach legł w gruzach, sztab dowódcy Powstania przeniesiono do budynku przy Złotej 7/9, a w jego wnętrzach zakwaterowano powstańców pełniących służbę ochronną. Aż do kapitulacji dom Jędrasików był ostatnią siedzibą władz powstańczej Warszawy; generał wracał tu ze swych codziennych inspekcji barykad późnym wieczorem i do nocy przyjmował meldunki. Życie mieszkańców przeniosło się w tych tygodniach do piwnic – jak w całym walczącym Śródmieściu, schrony pod kamienicą stały się domem dla lokatorów i ich rodzin.
O generale, który dowodził Powstaniem spod ich dachu, Aleksander Kamiński pisał: „Codziennie odwiedzał barykady, inspekcjonował front, wydawał rozkazy na miejscu”.

Podziemia gmachu kryły zresztą tajemnicę, o której nie wiedzieli nawet kwaterujący w nich powstańcy. Około połowy września 1944 roku, po wybuchu bomby w bezpośrednim sąsiedztwie, w piwnicach Palladium osunęła się jedna ze ścian – i oczom żołnierzy ukazała się ukryta za nią grupa Żydów: kilkanaście osób, przeważnie mężczyzn, kilku wyrostków, wśród nich rabin w białych pończochach – wszyscy wynędzniali, zarośnięci, u kresu sił. „Ktoś ich widocznie zamurował” – zapisała po latach świadek tej sceny, łączniczka sztabu – i ktoś musiał przez cały ten czas dostarczać im żywność, skoro jeszcze w siódmym tygodniu Powstania znaleziono przy nich zapas konserw. Przez lata okupacji, aż po szósty rok wojny, ktoś więc ukrywał i żywił w tych piwnicach kilkanaście istnień – kto, tego nie wiemy do dziś. Odnalezionych nakarmiono; ich dalsze losy pozostają nieznane.

Przez cały sierpień i wrzesień ten jeden adres był więc zarazem kinem pełnym ludzi i sceną koncertową, kwaterą dowodzenia i jego ochrony oraz schronem dla mieszkańców. W takim domu ktoś musiał wiedzieć wszystko: którędy prowadzą przejścia, gdzie są zawory i piony, jak dotrzeć z piwnic na dach, które drzwi dokąd prowadzą. Nikt nie znał tego gmachu lepiej niż jego gospodarz – człowiek, który od sześciu lat odpowiadał za każdy jego zakamarek – i ta wiedza była wtedy bezcenna.

Stanisław Jędrasik nie był przy tym jedynie świadkiem. W bazie Powstańczych Biogramów Muzeum Powstania Warszawskiego figuruje jako żołnierz Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej – VI Oddziału, czyli Biura Informacji i Propagandy, w dzielnicy Śródmieście Północ. BiP odpowiadał za informacyjny krwiobieg walczącego miasta: prasę powstańczą, biuletyny, megafony, radiostację – a także za referat filmowy, którego kroniki wyświetlano właśnie w Palladium, pod jego dachem. Gospodarz gmachu, w którym BiP urządzał swoje premiery i w którym stanął sztab dowódcy Powstania, służył więc w tej samej strukturze, która dokumentowała walkę. Jego pseudonimu ani przydzielonej funkcji dotąd nie znamy – ale służba jest poświadczona.

Czy pomagał przy samym kinie? Dokumenty milczą o jego konkretnym zadaniu. Trudno jednak wyobrazić sobie, by uruchomienie w jego gmachu jedynego kina walczącej Warszawy – i pokazy przy niemal tysiącu widzów – mogły obejść się bez gospodarza: ktoś musiał przygotować salę, znać dojścia i wyjścia zapasowe, zadbać o zaplecze i bezpieczeństwo tłumu, służyć ekipie BiP-u – struktury, do której sam należał – pomocą na miejscu. To najbardziej naturalny obszar jego powstańczej służby, choć do czasu odnalezienia dokumentów pozostaje hipotezą.
VI. Zniknięcie i powrót
Po kapitulacji Powstania jego ślad urywa się na długie miesiące. Natalia z dziećmi musiała opuścić Warszawę tak, jak opuszczały ją wtedy setki tysięcy wypędzonych – pieszo, z tym, co zdołali unieść, w kolumnach cywilów gnanych z umierającego miasta. Sama, bez męża, z małymi dziećmi. Stanisław pojawił się dopiero po wielu miesiącach. Gdzie był i co przeszedł – nie wiadomo do dziś; w domu nigdy o tym nie rozmawiano. Być może, jak wielu żołnierzy Powstania, musiał się ukrywać. To milczenie jest częścią jego historii – tak samo jak służba.

Milczenie to miało zresztą swój kontekst epoki: żołnierzom Powstania nowa władza nie zapomniała ich służby. Sam generał „Monter”, który dowodził walką spod dachu Jędrasików, został w 1946 roku pozbawiony przez zdominowany przez komunistów rząd polskiego obywatelstwa i nigdy nie pozwolono mu wrócić – choć do końca życia tęsknił za krajem i prosił o zgodę na powrót, nie otrzymując nawet odmowy. Zmarł na emigracji w Waszyngtonie w 1960 roku; jego prochy wróciły do Polski dopiero w sześćdziesiątą rocznicę Powstania. W takich czasach ukrywanie się byłego powstańca nie wymagało żadnych wyjaśnień.
Gdy wojna się skończyła, rodzina wróciła na Złotą: do domu, który Stanisław znał od piwnic po dach i który – jak niewiele budynków w tej części miasta – przetrwał.

Stanisław zaś wrócił na swój posterunek – do bramy i hallu, które znał sprzed wojny.

Warszawa wokół zmieniała się na jego oczach – nad morzem ruin wyrastał Pałac Kultury.

Najważniejsze jednak, że znowu byli razem.

Miasto dźwigało się z gruzów przez lata – wypalone gmachy stały w śródmieściu jeszcze głęboko w latach pięćdziesiątych. Na jednej z powojennych fotografii Stanisław pozuje na tle ruin Domu Pod Orłami.

W tym samym, dźwigającym się z gruzów mieście dorastały dzieci Jędrasików.

Kalendarium
| Data | Wydarzenie |
|---|---|
| 8 XII 1905 | Rodzi się Natalia z Jesków, córka Fryderyka i Justyny. |
| 30 IV 1907 | W rodzinie Kazimierza i Marianny rodzi się Stanisław Jędrasik. |
| 8 VII 1935 | Na świat przychodzi syn, Tadeusz Stanisław. Rodzina mieszka przy Pańskiej 50. |
| 1937 | Ukończenie pierwszego etapu gmachu Assicurazioni Generali przy Złotej 7/9. |
| 1 VII 1938 | Zameldowanie Jędrasików w lokalu nr 7; Stanisław obejmuje obowiązki gospodarza domu. |
| 21 XII 1938 | Przy Złotej rodzi się córka, Irena Zofia. |
| 1 VIII 1944 | Wybuch Powstania Warszawskiego. Rodzina pozostaje w domu; życie przenosi się do piwnic. |
| VIII–IX 1944 | Stanisław służy w szeregach Okręgu Warszawskiego AK – VI Oddział (Biuro Informacji i Propagandy), Śródmieście Północ. |
| 13–28 VIII 1944 | Palladium – jedyne czynne kino walczącej Warszawy: pokaz prasowy i trzy publiczne premiery kroniki „Warszawa walczy!” przy salach wypełnionych po brzegi. |
| pocz. IX 1944 | Po zbombardowaniu gmachu PKO do budynku przenosi się sztab gen. „Montera” – dom staje się ostatnią siedzibą dowództwa Powstania. |
| X 1944 | Kapitulacja. Natalia z dziećmi opuszcza miasto wraz z wypędzoną ludnością Warszawy. Ślad Stanisława urywa się. |
| po 1945 | Stanisław wraca po wielu miesiącach; okoliczności pozostają nieznane. Rodzina ponownie zamieszkuje przy Złotej – w domu, który ocalał. |
Nota o źródłach
Opowieść oparta jest na źródłach: kartach ksiąg meldunkowych domu przy Złotej 7 (księga lokalu nr 7, odtworzona po wojnie – stąd daty i personalia rodziny); reportażu prasowym z okresu ukończenia budowy (1937) oraz prasowym artykule technicznym o dźwigach i instalacjach gmachu (1937; wycinki w zbiorach projektu); rozkładówkach „Arkad” (R. 3, 1937, nr 11–12 i R. 4, 1938, nr 4) z wykazem wykonawców instalacji; „Architekturze i Budownictwie” (1936); planszy projektowej z pracowni arch. Edwarda Ebera (zbiory projektu); opracowaniach o dowodzeniu Powstaniem Warszawskim we wrześniu 1944 r. (Instytut Pamięci Narodowej – przystanekhistoria.pl; Muzeum Powstania Warszawskiego – 1944.pl); bazie Powstańczych Biogramów Muzeum Powstania Warszawskiego (biogram Stanisława Jędrasika, rocznik 1907 – przydział: Okręg Warszawski AK, VI Oddział BiP, Śródmieście Północ); albumie M. T. Wójciuka „Filmowcy Powstania Warszawskiego” (Stowarzyszenie Filmowców Polskich, Warszawa 2016) – o powstańczych pokazach kronik w kinie Palladium; relacji Aliny Grelewskiej z domu Zipper, łączniczki sztabu (Archiwum Yad Vashem, sygn. O3/1617, spisana 1960; transkrypcja w zbiorach projektu) – o Żydach ukrytych w podziemiach gmachu – oraz relacjach przekazanych w ramach projektu. Losy Stanisława Jędrasika po kapitulacji Powstania pozostają przedmiotem kwerendy.
Opracowanie w ramach projektu upamiętnienia mieszkańców kamienicy przy ul. Złotej 7 i 9 w Warszawie · www.zlota7-9.com