The English translation of this account is in preparation. Until it is ready, the story appears below in the original Polish.

„Znany w sferach towarzyskich Warszawy p. Zygmunt Heyman otwiera w najbliższych dniach w nowym gmachu Tow. »Generali« przy ul. Złotej 7 wytworną kawiarnię pn. »Café Vogue«.”
Warszawa znała go z membrany bębna. Wielkie białe koło z napisem „Front-Heyman-Jazz” stało na estradach najlepszych lokali miasta przez pół dekady — a człowiek, który siedział za nim z bandżo, umiał znacznie więcej, niż grać. Zygmunt Heyman był saksofonistą, bandżystą, akordeonistą i perkusistą; był współtwórcą jednej z pierwszych polskich orkiestr jazzowych z prawdziwego zdarzenia; był dyrektorem artystycznym, przedsiębiorcą, szczęściarzem loteryjnym, producentem filmowym jednego filmu i — na koniec — kawiarzem, który przy Złotej 7 zbudował najmodniejszy lokal ostatnich dwóch lat pokoju. Mieszkał piętro wyżej. Z okna widział neon własnej kawiarni.
Polskie słowniki i bazy biograficzne od osiemdziesięciu lat zamykają ten życiorys jednym z trzech zdań: „zmarł w getcie w 1942 roku”; „wywieziony do obozu pracy — być może w Trawnikach — i tam najprawdopodobniej zamordowany”; „data śmierci nieznana — podczas II wojny światowej”. Wszystkie trzy są błędne. Kwerenda przeprowadzona w ramach tego projektu dowodzi, że Zygmunt Heyman przeżył — a dowód jest tego rodzaju, wobec którego milkną wątpliwości: fotografia. Twarz na karcie rejestru artystów, wypełnionej w Rio de Janeiro w sierpniu 1942 roku, jest twarzą bandżysty z kadrów warszawskiego filmu z roku 1932. W grudniu 1948 roku to samo nazwisko figuruje w brazylijskiej prasie na liście szczęśliwców odbierających nowe oldsmobile.
Ta opowieść odtwarza jego drogę rok po roku — z ogłoszeń i recenzji prasy warszawskiej, łódzkiej i krakowskiej, z programów Polskiego Radia, z kadrów awangardowego filmu, ze spisów telefonicznych, z rejestru handlowego, z ksiąg metrykalnych i z archiwów trzech kontynentów.
Nota redakcyjna. Café Vogue ogłaszała się w dziennikach — i te dzienniki zachowały się w całości, z reklamą i wszystkim, co ją otaczało. Reprodukujemy tu ogłoszenia razem z kolumnami, na których je wydrukowano, bo narastające napięcie tamtych lat nigdzie nie jest widoczne tak ostro, jak w tym przypadkowym sąsiedztwie: zaproszenie na jazz i podwieczorek stoi obok depesz o tym, co narastało i co się zbliżało. Nie dobieraliśmy tych zestawień. Tak wyglądały gazety, które czytali goście Zygmunta Heymana.
Before this account begins — its subject in the only surviving film footage: the Adria bandstand, February 1932. Press ▶ to watch the excerpt, with sound.
I. 25 października 1924 — „Jardin de Japon”
Najwcześniejszy znany ślad prowadzi do jesieni 1924 roku — i do nazwiska w formie, której później już nie używał. Warszawa żyła wtedy sprowadzeniem prochów Henryka Sienkiewicza; na pierwszych stronach drukowano mowy żałobne, a na ostatnich — to, czym miasto miało zamiar się pocieszyć. „Przegląd Wieczorny” z 23 października ogłaszał: w sobotę 25-go bieżącego miesiąca, w zimowej sali ogrodu „Bagatela”, otwiera się „najtańszy i najwykwintniejszy dancing w Warszawie” — „Jardin de Japon”, Ogród japoński. Dyrektorem artystycznym przedsięwzięcia jest Zygmunt Brucz-Heyman.

Ogłoszenie obiecuje wszystko, co w połowie lat dwudziestych znaczyło „wielki świat”: osiem tysięcy japońskich róż, japońskie efekty świetlne, pierwszorzędne vor-tancerki i vor-tancerze do dyspozycji publiczności, sala ogrzana i cała kryta dębową podłogą z wielkim rondem do tańca, ceny restauracyjne zwykłe, lokal czynny od wpół do dziesiątej wieczorem do czwartej nad ranem — a w soboty, niedziele i święta „wielkie trzygodzinne Five o’clocki” od piątej do ósmej, wejście z podwieczorkiem trzy złote. Kto to ogłoszenie przeczyta uważnie, znajdzie w nim cały późniejszy program Heymana: muzykę taneczną, kult popołudniowej herbatki, wystrój obliczony na zachwyt i na kobiecą klientelę. Osiemnaście lat później, wypełniając w Rio de Janeiro kartę rejestru artystów, na pytanie o początek kariery odpowie: 1925. Pamięć zaokrągliła mu datę o kilka tygodni — różę japońską zapamiętał dobrze.
II. Około 1930 — Front-Heyman Jazz
O drugiej połowie lat dwudziestych wiemy na razie tyle, ile mieści się między dwoma ogłoszeniami. Około roku 1930 Heyman staje już jako wspólnik obok skrzypka Juliana Fronta — starszego od niego, urodzonego 12 listopada 1897 roku w Warszawie kompozytora i dyrygenta — i razem zakładają orkiestrę taneczną o charakterze jazzowym. Skład, który zanotują leksykografowie, brzmi jak lista płac dobrej firmy: Julian Front — skrzypce i kierownictwo; Zygmunt Heyman — saksofon i bandżo; Michał Didyk — saksofon; Franciszek Witkowski — saksofon i klarnet; Filip Goldberg — perkusja; Stanisław Ferszko — fortepian i akordeon; Tadeusz Jeselson — saksofon i skrzypce. Repertuar: zachodnia muzyka taneczna, przeboje z zagranicznych filmów i rewii — to, czego Warszawa chciała słuchać, zanim zdążyła to usłyszeć gdziekolwiek indziej.


W 1931 roku orkiestra dokonała nagrań dla wytwórni „Syrena Record” — jedynych, jakie po niej zostały. Zespół trafił też na okładki nut: tango „Jak w piosence” Stanisława Ferszki do słów A. Słońskiego wydano z fotografią całej orkiestry na pierwszej stronie. Nuty kupowało się wtedy tak, jak dziś kupuje się płyty — i twarze muzyków szły do domów razem z melodią.


Ogłoszenie karnawałowe z grudnia 1931 roku jest najbardziej wymownym dokumentem tej działalności — bo to nie jest anons lokalu, lecz anons przedsiębiorstwa. Orkiestra sama się sprzedaje, podaje godziny, w których można ją zastać w dwóch różnych kawiarniach, i numer telefonu prywatnego. Kto chciał mieć na balu najlepszy jazz w mieście, dzwonił pod 316-15. Heyman od początku jest w tym duecie nie tylko muzykiem — jest firmą.
III. 7 lutego 1931 — Café Adria
Żeby zrozumieć, czym była dla tej orkiestry Adria, trzeba pamiętać, czym Adria była dla Warszawy. W lutym 1931 roku, w podziemiach i parterze świeżo ukończonego gmachu włoskiego towarzystwa ubezpieczeniowego Riunione Adriatica di Sicurtà przy Moniuszki 10, otwarto lokal, który na osiem lat stał się salonem stolicy: kawiarnia, dancing, bar amerykański, ogród zimowy — i słynny obrotowy parkiet, jedyny taki w Polsce. Tu bawiła się dyplomacja i generalicja, tu przychodziło się pokazać i zobaczyć, tu lądował każdy, kto w Warszawie znaczył cokolwiek. Gmach zaprojektował Edward Zachariasz Eber — ten sam architekt, który kilka lat później wzniesie dla drugiego włoskiego giganta ubezpieczeniowego, Assicurazioni Generali, gmach przy Złotej 7/9. Los bywa symetryczny: cała droga Zygmunta Heymana, od pierwszego wielkiego angażu po własną kawiarnię, rozegra się w marmurach jednego architekta.

W dniu otwarcia „Kurjer Warszawski” pisał: „Dziś otwarty zostaje w Warszawie nowy lokal rozrywkowy — Kawiarnia Adria. Nowe przedsiębiorstwo, mieszczące się w przepysznych salach ostatnio wykończonego gmachu przy ul. Moniuszki 10, wprowadza do stolicy nowy typ lokali rozrywkowych”. A wśród atrakcji, na pierwszym miejscu: „zobaczy tam Warszawa mistrzowski zespół jazzbandowy Front & Heyman”.

Dobrym duchem Adrii był jej kierownik i współwłaściciel Franciszek Moszkowicz — człowiek-instytucja przedwojennej gastronomii, który rozumiał, że lokal rozrywkowy sprzedaje nie kawę, lecz zdarzenia. Dla reklamy potrafił wyprowadzić na salę szympansa; dla prestiżu ściągał orkiestry z trzech kontynentów. Zdanie z ogłoszenia o „zdjęciach filmowych przez cały dzień” nie było ozdobnikiem: Adria chciała być filmowana — i rok później rzeczywiście trafiła na taśmę, a wraz z nią orkiestra Heymana.

IV. Luty 1932 — „Dziś mamy bal”
Tadeusz Kowalski i Jerzy Zarzycki mieli po dwadzieścia kilka lat i należeli do Startu — Stowarzyszenia Miłośników Filmu Artystycznego, z którego wyrośnie powojenna polska szkoła dokumentu. Na warsztat wzięli doroczny Bal Młodej Architektury, wyprawiony 1 lutego 1932 roku w dwudziestu trzech udekorowanych salach Wydziału Architektury przy Koszykowej 55; zdjęcia robił W. Kaczkowski. Powstała siedmiominutowa impresja „Dziś mamy bal” — dziś klasyka przedwojennej awangardy: telefoniczne umawianie się na bal, zakupy w domu towarowym Braci Jabłkowskich, przyjazd, wir parkietu do białego rana, zdjęcia przez szkło, zwidy pijanego gościa, ekspresyjna gra świateł. Recenzent „Kina” nazwał film „pierwszą próbą ujęcia reportażu w sposób artystyczny” — i poradził autorom, by się nie zniechęcali.
Sceny balowe kręcono na Koszykowej. Ale sceny z orkiestrą — w Adrii. I właśnie tym kilku ujęciom zawdzięczamy coś, czego nie ma prawie żaden muzyk tamtej Warszawy: twarz Zygmunta Heymana w ruchu, z bliska, w świetle reflektorów.





V. 1931–1934 — Oaza, Bodega, Ordonówna, Truskawiec
Kalendarz zespołu daje się odtworzyć niemal tydzień po tygodniu — i czyta się go jak mapę nocnej Warszawy. 12 września 1931 roku otwiera się po gruntownej przebudowie „Oaza” przy Wierzbowej 9 na placu Teatralnym: bar i grill-room od frontu, restauracja na piętrze, café-dancing i cocktail-bar w sali parterowej, wytworne gabinety. Lokal reklamuje trzy orkiestry — argentyńską pod dyrekcją Bernarda Alemany’ego z Casino Municipal Sevilla, Front-Heyman Jazz i Fred Melodyst Jazz — „każda z bogatym własnym repertuarem”, z „własną transmisją muzyczną we wszystkich salach i gabinetach”.

Rok później zespół gra dwa razy dziennie pod dwoma adresami naraz. „Kurjer Warszawski” z 17 września 1932 roku zamieszcza obok siebie dwa ogłoszenia: „Caffé Italia”, sala marmurowa — five o’clock codziennie od piątej do siódmej; „Dancing Bodega” — five w niedziele i święta od siódmej do dziewiątej. Pod oboma ten sam podpis, krótki jak znak firmowy: „Muzyka Front i Heyman”.


Z Bodegi orkiestra weszła na antenę. Program Polskiego Radia na sobotę 12 listopada 1932 roku prowadzi przez cały dzień polskiego radia epoki — słuchowisko „Dudki króla Salomona” Konstancji Stępowskiej, odczyt „W przededniu deszczu meteorów”, wiadomości sportowe, Chopin — aż do godziny 23.00: „Muzyka taneczna z dancingu »Bodega«. Orkiestra Front i Heyman”. W środku transmisji, między 23.30 a 23.35, spiker przerywał jazz, by nadać „Wiadomości z kraju dla członków polskiej ekspedycji polarnej na Wyspie Niedźwiedziej”. Gdzieś za kołem podbiegunowym polscy meteorolodzy słuchali komunikatu — a potem, jeśli zostali przy odbiorniku, tańczyła do nich Bodega.

Tej samej jesieni orkiestra sięgnęła po najwyższą półkę polskiej estrady. Hanka Ordonówna — „królowa rewii”, pierwsza dama polskiej piosenki, gwiazda Qui Pro Quo, kobieta, na którą Warszawa chodziła jak na święto — dawała w Teatrze Artystów przy Karowej 18 poranki swoich piosenek. Akompaniowali jej pianiści Dan i Gimpel; oprawę dawała „Orkiestra Front i Heyman-Jazz”. „Olbrzymie tłumy nieustannie oblegają kasy” — pisał „Dobry Wieczór!”; „Kurjer Warszawski” w rubryce towarzyskiej „Osobiste — życie i salon” donosił, że Ordonówna „ostatni raz wystąpi jutro, o godz. 12.30 w poł.”. Dla orkiestry dancingowej nie było wówczas wyższego świadectwa klasy niż nazwisko Ordonówny na wspólnym afiszu.


Zasięg zespołu nie kończył się na rogatkach Warszawy. Łódzka „Freie Presse” — dziennik niemieckojęzycznej Łodzi — reklamowała Restaurant-Dancing „Piccadilli” przy Zawadzkiej 1 programem, w którym obok tancerek rewiowych zapowiedziano: „Bei den Klängen des durch seinen Humor und Schneid bekannten Orchesters »Front-Heyman Jazz«” — przy dźwiękach orkiestry znanej ze swego humoru i fasonu. Humor i fason: trudno o lepszą dwuwyrazową recenzję tego zespołu.

Latem 1933 roku zespół wyjechał do wód. Truskawiec — modne uzdrowisko z solanką „Naftusią”, deptakiem i klubem towarzyskim — dostał na sezon własny jazz. Felietonista krakowskiego „Czasu” opisywał 2 sierpnia tamtejszy rytuał: od szóstej rano „swojska wędrówka ludów” z kubkami do źródeł, w południe plaża na Pomiarkach, a po południu — kuracjusze „są szalonymi zwolennikami Front-Heyman-Jazzu i kawiarni Chez Rudek, gdzie odbywają się popołudniowe dancingi. Amatorów tańca jest niezwykle dużo”. I portret wspólnika, złośliwy i czuły zarazem: „Pan Front w miarę wytworny, w miarę zblazowany dyryguje entuzjastycznie orkiestrę”.
Na tej samej kolumnie, o szerokość szpalty od fokstrotów znad Pomiarek, redakcja przedrukowała głos z innego świata. Bernard Shaw — najsłynniejszy wówczas dramaturg globu — kpił z doktryny rasowej Trzeciej Rzeszy: „ten pseudo-nietzscheański nonsens — rasa nordyjska”. Był sierpień 1933 roku, pół roku po dojściu Hitlera do władzy. W polskim kurorcie grała orkiestra, której muzycy w większości nie przeżyliby świata urządzonego według tamtej doktryny — a felietonista jeszcze mógł zbyć ją drwiną Irlandczyka.


Orkiestra pod firmową nazwą grała dłużej, niż podają słowniki. Jeszcze 1 września 1934 roku „Kurjer Warszawski” drukował wielkie ogłoszenie Adrii na otwarcie sezonu jesiennego: cztery orkiestry — Melodysta, Flato, Karasiński-Kataszek i Front-Heyman — codzienny five o’clock z całym programem, w kawiarni występy od szóstej do ósmej wieczór. To ostatni znany afisz zespołu. Wkrótce potem wspólnicy rozeszli się do własnych przedsięwzięć — Front do własnych lokali, Heyman w stronę, której nikt się po muzyku nie spodziewał.


VI. 1934 — kolektura na Mazowieckiej i film o Skałłonie
W styczniu 1934 roku Heyman zrobił rzecz, która rozbawiła felietonistów — i która tłumaczy wszystko, co przyszło później. „Dobry Wieczór! Kurier Czerwony” z 25 stycznia donosił pod tytułem „Muzyk z zawodu”: „Zygmunt Heyman — zmienił zawód. Wobec ciągłych wygranych na loterji (w każdym ciągnieniu po kilkadziesiąt tysięcy złotych, a w zeszłym roku aż 150.000 zł), p. Heyman otworzył dziś kolekturę na Mazowieckiej 14. Niejeden obecnie będzie mógł więc nauczyć się u p. Heymana nietyle muzyki, ile sztuki wygrywania na loterji”. Sto pięćdziesiąt tysięcy złotych rocznie — w czasach, gdy kolacja z trzech dań kosztowała dwa złote — czyniło z bandżysty człowieka poważnie zamożnego. Notatka rozstrzyga przy okazji zagadkę, nad którą można by się głowić latami: muzyk i „właściciel kolektury” z późniejszych doniesień to jeden i ten sam człowiek.

Kolektura prosperowała. Jesienią ta sama gazeta pisała: „Mówią, że Zygmunt Heyman ma szczęście… Przyznać musimy, że ci wszyscy, którzy tak mówią, mają zupełną rację” — i wyliczała wygrane po pięćdziesiąt, piętnaście i dziesięć tysięcy złotych z losów sprzedanych przy Mazowieckiej 14, dorzucając usługę jak z innej epoki: po telefonicznym zawiadomieniu kolektura „przesyła niezwłocznie losy do domu”. Szczęście stało się jego drugim fachem — i kapitałem założycielskim wszystkiego, co zbuduje.

Z kolektury wzięło się też najdziwniejsze przedsięwzięcie tego życiorysu. Latem 1934 roku Heyman — wraz z Mieczysławem Znamierowskim i operatorem Sewerynem Szteinwurclem — sfinansował film fabularny „Zamach na generała Skałłona”, osnuty na zamachu bojowców PPS z 1906 roku na carskiego generał-gubernatora Warszawy. Prace były daleko posunięte, gdy o filmie dowiedziały się dwie żyjące bohaterki tamtych wydarzeń — Wanda Krahelska-Filipowiczowa i Owczarek-Jagodzińska — i uznały, że ekran fałszuje ich historię. We wrześniu prasa relacjonowała pokaz dla pełnomocników w atelier przy Leszczyńskiej, spór „przeciw fałszowaniu prawdy historycznej” i żądania „gruntownych zmian”. Muzyk, który chciał zostać producentem, trafił na przeciwniczki nie do pokonania: kobiety, które w tamten zamach rzuciły własne życie.


VII. Koszykowa 59, Złota 7 — adresy
Spisy abonentów warszawskiej sieci telefonicznej — najbardziej prozaiczne źródło, jakie można sobie wyobrazić — pozwalają odtworzyć jego adresy z dokładnością do numeru aparatu. Wydanie na lata 1937–38 notuje: „Heyman Zygmunt, m., Koszykowa 59”, telefon 8-27-86. Litera „m.” oznacza mieszkanie.

Wydanie następne — już po otwarciu kawiarni — podaje adres nowy: „Heyman Zygmunt, m., Złota 7”, telefon 3-26-25. Właściciel Café Vogue przeprowadził się do gmachu Assicurazioni Generali — ukończonej w 1937 roku, luksusowej, wielofunkcyjnej kamienicy Ebera z kinem Palladium — i zamieszkał dosłownie nad własnym lokalem. Na centrali jego numer domowy sąsiadował z numerami kawiarni: 326-20, 326-24, 326-25. Praca, dom i neon — jedna klatka schodowa.


VIII. Karolina
W tym miejscu do opowieści wchodzi kobieta, której imię nosi ona w tytule. Karolina przyszła na świat 2 sierpnia 1909 roku — dwudziestego lipca według starego stylu — o dziewiątej wieczorem, w folwarku Kośminek pod Lublinem. Akt numer 455 lubelskich ksiąg stanu cywilnego wyznania mojżeszowego, spisany po rosyjsku, jak wszystkie akta Królestwa, mówi: ojciec — Abram Dauman, lat dwadzieścia dziewięć, dzierżawca gorzelni, zamieszkały w Żarkach w powiecie będzińskim; matka — Chaja z domu Rackier, lat dwadzieścia sześć. Ojciec zgłosił narodziny córki z sześciotygodniowym opóźnieniem, w obecności dwóch lubelskich wyrobników, Izraela i Moszka Frajmanów; urzędnik zanotował na koniec sucho, że „opóźnienie zgłoszenia niczym nieusprawiedliwione”. Może gorzelnia nie dawała odetchnąć; może droga z Żarek do Lublina była daleka. Dziewczynce nadano imię Karolina.

Zanim została panią Heymanową, nosiła inne nazwisko. „Zakopiańska Lista Gości” z 1932 roku notuje wśród przyjezdnych: „Wiszniewiecka Karolina, Warszawa, Carlton” — dwudziestotrzylatka z Warszawy w pensjonacie Carlton, w spisie kuracjuszy między plażowiczami z Krakowa i Łodzi. Wiszniewiecka to niemal na pewno nazwisko z pierwszego, bardzo wczesnego małżeństwa: pod nim pojedzie do Zakopanego, pod nim — choć będzie już wtedy żoną Heymana — zapisze ją w 1938 roku rejestr handlowy. Kim był pierwszy mąż, kiedy i jak to małżeństwo się skończyło — nie wiadomo; to jedno z otwartych zadań projektu. Pewne jest jedno: gdy jej drugi mąż otwierał kawiarnię pod szyldem mody, miała dwadzieścia osiem lat i za sobą już jedno życie.
IX. Październik 1937 — „ma zaszczyt zawiadomić”
Kampania prasowa kawiarni ruszyła 19 października 1937 roku — pasek u szczytu kolumny: „Wkrótce otwarcie »CAFE VOGUE« Złota 7 (Nowy gmach Tow. Generali)”. Nazwa miała robić robotę sama. Vogue znaczyło modę; moda lubiła otoczenie okrągłych kawiarnianych stolików, przy których panie o niej czytały i rozmawiały; a wszystko to w gmachu, który sam był manifestem nowoczesności. Wnętrza projektował zespół architekta Edwarda Seidenbeutla (Sułkowskiego); atrakcją miały być koncerty jazzowe na dwóch srebrnych fortepianach, ustawionych na specjalnym podium.

Warszawa, do której Heyman adresował swoje zaproszenie, nie była już jednak miastem z czasów karnawałów Front-Heyman Jazzu. Tej samej jesieni rektorzy kolejnych uczelni wprowadzali zarządzeniami getto ławkowe — osobne ławki „nieparzyste” dla studentów Żydów; kto nie usiadł, stał całe wykłady. Trzy dni po pierwszej zapowiedzi kawiarni „Wieczór Warszawski” relacjonował na czwartej stronie protesty Bundu, PPS i młodzieży żydowskiej przeciw tym zarządzeniom — oraz strajk protestacyjny sklepów żydowskich, podczas którego „na Nalewkach sprzedawano od tyłu”.

24 października ukazało się ogłoszenie w pierwszej osobie — takie, jakie zamieszcza się raz w życiu: „ZYGMUNT HEYMAN ma zaszczyt zawiadomić, że w najbliższych dniach otwiera wytworną kawiarnię p. n. »CAFE VOGUE«, ZŁOTA 7, gmach T-wa Generali”. Wydrukowały je tego dnia dwa dzienniki naraz — i obie kolumny są dziś dokumentem epoki, każda na swój sposób.



X. 9–18 listopada 1937 — otwarcie
9 listopada dziennik poświęcił nowemu lokalowi osobną notatkę: „»Café Vogue« najwspanialszą kawiarnią stolicy”. Nowa kawiarnia — pisano — „jak już sama nazwa wskazuje, będzie ostatnim wyrazem mody i komfortu, jednocząc w sobie przytulność salonu kawiarnianego z wykwintem zachodnioeuropejskim. Atrakcją »Café Vogue« będzie koncert jazzowy na dwóch srebrnych fortepianach, zainstalowanych na specjalnym podium. Warszawie przybywa nowy piękny lokal — czekamy na otwarcie”.

Nazajutrz ogłoszenie o dwóch srebrnych fortepianach wydrukowano u dołu kolumny, którą w całości zajmowała depesza z Rzymu: „Synu mój, nie leć do Hiszpanii…” — ostatnia rozmowa matki z Brunonem Mussolinim. Rachela Mussolini, żona dyktatora Włoch, błagała ze łzami w oczach syna — pilota eskadry bombowej „La Disperata” — by nie leciał na wojnę hiszpańską; Londyn plotkował tego dnia, że Bruno jest w katalońskiej niewoli albo ciężko ranny, a rzymskie koła oficjalne dementowały. Pod fotografią ojca pochylonego nad synem, pod ostatnim „addio” signory Racheli, wydrukowano pasek: jazz na dwóch srebrnych fortepianach będzie wkrótce atrakcją wytwornej kawiarni przy Złotej 7. W tym samym numerze kino Palladium — sąsiad zza ściany — reklamowało trzeci tydzień komedii „Ktoś z nas zwariował”. Tytuły układały się same.

Kawiarnia ruszyła w czwartek 18 listopada 1937 roku o szóstej po południu — tydzień po Święcie Niepodległości, na którego rewię, jak zapowiadała prasa, wyszło pół miliona ludzi. Lokal był obliczony na klientelę kobiecą i na tych, którzy chcieli być widziani: na panie czekały stosy krajowych i zagranicznych magazynów mody, dla panów — pisma o nieco innej tematyce. Czynne od dziewiątej rano do północy; wstęp wolny. W dniu otwarcia sąsiednia szpalta donosiła, że Niemcy przepraszają za „wybryk” swojej partyjnej gazety — jeszcze przepraszały.

XI. 8 marca 1938 — firma i intercyza
Cztery miesiące po otwarciu kawiarnia dostała urzędową metrykę. „Monitor Polski” nr 54 z wtorku 8 marca 1938 roku ogłosił wpis do rejestru handlowego, pozycja XLVI 140: „»Cafe Vogue« Zygmunt Hejman” w Warszawie, Złota 7. Kawiarnia. Zygmunt Hejman. Pomiędzy właścicielem firmy a małżonką jego Karoliną Wiszniewiecką z domu Dauman, nastąpił układ na mocy intercyzy ustalający wyłączność majątku i wspólność dorobku”. Trzy linijki urzędowego druku — a mówią o tym człowieku dwie rzeczy, których nie powiedziało żadne ogłoszenie.


Po pierwsze — pisownia. Państwo polskie zapisało właściciela jako Zygmunta HEJMANA; dokładnie tak samo zapisze go w 1942 roku urzędnik w Rio de Janeiro. „Heyman” z afiszów i z membrany bębna był formą estradową; „Hejman” — urzędową. Po drugie — stan cywilny. 8 marca 1938 roku Karolina była już jego żoną; ślub musiał odbyć się przed tą datą, a jego aktu dotąd nie odnaleziono. Intercyza — wyłączność majątku, wspólność dorobku — to podpis człowieka, który dorobił się sam i który zabezpiecza firmę rozsądnie, ale dzieli się tym, co przyjdzie. W rejestrze żona figuruje pod nazwiskiem z pierwszego małżeństwa i pod panieńskim naraz — jakby urzędnik chciał zmieścić w jednej rubryce całą jej dotychczasową biografię.
Trzecią rzecz trzeba dopisać z ksiąg lubelskich — i zostawić na razie bez komentarza, bo komentarzem staną się kolumny gazet z dalszej części tej opowieści. 30 grudnia 1938 roku, dziesięć miesięcy po ogłoszeniu intercyzy, Karolina przeszła w Rachowie z wyznania mojżeszowego na rzymskokatolickie; na chrzcie otrzymała imiona Karolina Krystyna-Maria. Wzmiankę wpisano na margines jej aktu urodzenia 18 lipca 1939 roku — na sześć tygodni przed wybuchem wojny.
XII. Wiosna i lato 1938 — Wiera Gran, Whiteman z płyty, dwa złote za kolację
Wiosną 1938 roku w kawiarni grali „po wielkich sukcesach za granicą” panowie Rosner, Herbst i Glasberg. A 1 maja na estradzie przy Złotej stanęła dwudziestodwuletnia pieśniarka o niskim, ciemnym kontralcie, która dopiero zaczynała — i której nazwisko przejdzie do historii polskiej piosenki, a potem do jej najboleśniejszych sporów: „Dwie atrakcje… O godz. 7 i 10-ej wiecz. nasza piosenkarka WIERA GRAN, wstęp bezpłatny. O godz. 4.30 wiecz. RECITAL fortepianowy w wykonaniu najznakomitszych pianistów, m. in. Chojnowskiego”. Słowo „nasza” mówi wszystko: Café Vogue miała już własną gwiazdę.



W lipcu kawiarnia zaczęła ogłaszać się także w „Naszym Przeglądzie” — wielkim polskojęzycznym dzienniku żydowskiej Warszawy — i to anonsem, który odsłania jej techniczny sekret: „WIELKA ATRAKCJA DLA MIŁOŚNIKÓW JAZZU… Na znakomitej aparaturze dźwiękowej NAJLEPSZE orkiestry i soliści świata: Paul WHITEMAN, Jack HYLTON, Harry ROY, Jack PAYNE, Boswell Sisters, Bing CROSBY i w. inn.”. Café Vogue miała nagłośnienie i grała Warszawie z płyt to, czego nie można było usłyszeć nigdzie indziej — amerykański i angielski jazz w najlepszych nagraniach epoki. Właściciel, który sam grał kiedyś Warszawie do tańca, teraz puszczał jej Crosby’ego. Znał się na repertuarze jak nikt w tym mieście.

Sezon jesienny otwarto w sobotę 27 sierpnia. W „Naszym Przeglądzie” zapowiedź stanęła bezpośrednio nad korespondencjami zebranymi pod tytułem „Przeciwko prześladowaniom”: biskup Winchesteru potępiał w Cambridge „ciasny i perwersyjny nacjonalizm” reżimów totalistycznych i prześladowania Żydów w Niemczech i Austrii — Austrii, którą Rzesza połknęła pół roku wcześniej — a w południowoafrykańskim Bloemfontein Anglicy, Burowie i Żydzi zawiązywali towarzystwo współpracy chrześcijańsko-żydowskiej. Świat protestował listownie; kawiarnia otwierała sezon.


XIII. Wrzesień–październik 1938 — kryzys
Wrzesień 1938 roku kawiarnia zaczęła od żartu. W prasie publikowane w rubryce humoru scenkę „W Café Vogue (podsłuchane)”: — „Co takiego?! Ta stara …ska gra rolę podlotka w filmie …icza?! Przecież ta kobieta ma 200 lat!” — „Człowieku, chyba wypiłeś zawiele i wszystko widzisz podwójnie!”. Lokal, o którym dowcipy pisze się bez podawania adresu, jest już częścią miejskiego folkloru. Ale wystarczy przewrócić tę samą gazetę o kilka kolumn, by trafić na Gęsią.


Potem przyszły tygodnie, w których ogłoszenia kawiarni drukowano na kolumnach kryzysu czechosłowackiego — i czyta się je dziś jak stopklatki odliczania. 13 września, nazajutrz po norymberskim przemówieniu wodza Rzeszy, „Nasz Przegląd” wyszedł z tytułami: „Hitler wierzy w siłę swej armii”, „Choroba Goeringa”, „Zajścia niemiecko-czeskie”, „Zamknięcie przestrzeni powietrznej nad granicą francusko-niemiecką”, „Otwarcie 19-ej sesji Zgromadzenia Ligi Narodów”. W prawym dolnym rogu tej samej strony mała ramka zapowiadała: „CAFÉ VOGUE, Złota 7. Od czwartku dn. 15 b. m. codziennie o 1-ej p. p. — CHANEL”. Kim lub czym był ów „Chanel” — solistą, zespołem, atrakcją pory obiadowej o francusko brzmiącym pseudonimie — ogłoszenie nie zdradza; wiadomo tylko, że miał zaczynać w czwartek piętnastego. Tego samego czwartku Neville Chamberlain po raz pierwszy w życiu wsiadł do samolotu i poleciał do Berchtesgaden układać się z Hitlerem.



Ostatnie dni października przyniosły wydarzenie, które dotknęło dziesiątki tysięcy polskich Żydów. W nocy z 27 na 28 października Niemcy wyrzucili za granicę — głównie przez Zbąszyń — kilkanaście tysięcy obywateli polskich żydowskiego pochodzenia; wygnani koczowali w pasie granicznym, między dwoma państwami, z których żadne ich nie chciało. „Nasz Przegląd” z 29 października, obok relacji z tej katastrofy, opisywał proces apelacyjny w sprawie z Sosnowca: dwaj mężczyźni oblali benzyną i podpalili na ulicy kupca Altera Lichta — „nieszczęśliwy przechodzień w jednej chwili stał się żywą pochodnią”; dostali trzy i dwa lata. Na tej samej stronie kawiarnia zapowiadała występy „znakomitej parodystki WAWY”, a Max Factor — codzienne rozdawnictwo kosmetyków. Gazeta żydowska z tamtej soboty jest dokumentem świata, który jeszcze próbował robić wszystko naraz: liczyć wygnanych, sądzić podpalaczy i chodzić na parodystki.



XIV. Listopad–grudzień 1938 — po nocy kryształowej


W nocy z 9 na 10 listopada w całej Rzeszy spłonęły synagogi. „Nasz Przegląd” z 16 listopada przyniósł bilans tygodnia: „Tragiczna sytuacja Żydów w Niemczech” — masowe aresztowania mężczyzn między szesnastym a sześćdziesiątym rokiem życia, szesnaście tysięcy uwięzionych w samym Wrocławiu, transporty do Oranienburga i Buchenwaldu, synagogi zdemolowane i zamknięte, modlitwa możliwa już tylko ukradkiem, po dziesięciu w prywatnych mieszkaniach — i groźba aresztowania „za udział w nielegalnym zebraniu”. Ta sama gazeta relacjonowała tego dnia zajścia bliższe: bojówkarze bili studentów żydowskich na Uniwersytecie Józefa Piłsudskiego. I na tych właśnie stronach Café Vogue zamieściła swoje najspokojniejsze w tonie ogłoszenie — jakby ktoś w kawiarni uznał, że w takim tygodniu wystarczy podać godziny otwarcia.



W grudniu na estradę wróciła Wiera Gran. „Nasz Przegląd” z 5 grudnia anonsował: „Od dziś codziennie o 7.30 i 10 wiecz. Wiera Gran w Café Vogue! Konferansjer Wł. Lin. Wstęp wolny” — na kolumnie, której tytuły brzmiały: „Tajemnicze zamordowanie żyda niemieckiego w Nowym Jorku”, „Niecywilizowane niemieckie ustawy wywłaszczeniowe nie mogą obowiązywać za granicą”, „Państwo środkowoamerykańskie proponuje teren kolonizacyjny dla Żydów”. Świat debatował, dokąd wywieźć ludzi, którym właśnie odebrano wszystko; przy Złotej śpiewała Gran. Konferansjer Władysław Lin — zapamiętajmy to nazwisko: wróci w tej opowieści w roli, której nikt by nie zgadł.

Tuż przed świętami kawiarnia zagrała kartą z Hollywood: „GLADYS PICKFORD w Cafe »Vogue« rozdaje swoje światowej sławy kosmetyki codziennie od 5-ej do 8-ej wiecz. KAŻDEJ PANI BEZPŁATNIE”. Gladys to prawdziwe imię Mary Pickford — największej gwiazdy kina niemego, która po zejściu z ekranu firmowała linię kosmetyków. Sama aktorka niemal na pewno nie przyjechała na Złotą; jej słoiczki — owszem. Reklama działała: przez trzy godziny dziennie kawiarnia była najatrakcyjniejszym adresem dla każdej warszawianki.

XV. 1939 — ostatni sezon
Na początku 1939 roku Café Vogue była już instytucją. Branżowe „Wiadomości Filmowe” w numerze noworocznym oddały jej całą stopkę pierwszej strony: „RENDEZ VOUS ŚWIATA FILMOWEGO I ARTYSTYCZNEGO — CAFÉ VOGUE, Warszawa · Złota 7 · Tel. 326-20 i 326-24. Lokal czynny od g. 9 rano do g. 12 w nocy · Dla wygody stałych bywalców telefon międzymiastowy”. Telefon międzymiastowy do dyspozycji gości — ten jeden szczegół mówi o ambicjach lokalu wszystko: przy Złotej 7 bywało się między jednym a drugim interesem, między Łodzią a Lwowem, między zdjęciami a premierą.

Wiosną hitem okazały się „nadzwyczajne eksperymenty okultystyczne”. Od 1 marca „cała Warszawa entuzjazmowała się występami fenomenalnego medium Miry Jezierskiej” — trzy seanse dziennie, o 13.30, 19.30 i 22.00. W „Dobrym Wieczorze” ogłoszenie stanęło nad tekstem, którego sąsiedztwo — wobec tego, co trzy miesiące wcześniej wydarzyło się w Rachowie — odbiera mowę: Kuria Metropolitalna Warszawska pouczała proboszczów o warunkach chrztu „osób dorosłych, pragnących przyjąć wiarę katolicką z judaizmu”. „Nie wystarczy doraźne pouczenie… należy też pilnie badać, czy petenci rzeczywiście powodują się szczerą intencją” — pisała Kuria, cytując łacińską regułę: dorosły nienauczony niech nie będzie chrzczony. Fala konwersji rosła w tym samym rytmie co strach; Kościół zaczynał przebierać. Karolina zdążyła przed instrukcją.


Lato było lodowe. „Cała Warszawa już mówi o doskonałych lodach z mrożonym kremem w Kawiarni Vogue, Złota 7, obok kina Palladium. Letnia sala otwarta. Ceny rewelacyjnie niskie” — porcje po czterdzieści, sześćdziesiąt pięć i sto groszy. Wieczorami żartami z rękawa sypał Lawiński. Ostatnie pokojowe lato pachniało w tej kawiarni mrożonym kremem.

W połowie lipca właściciel wykonał ostatni ruch w interesach — i rozwiązał zagadkę konferansjera. „Monitor Polski” z 19 lipca 1939 roku ogłosił: „Firma obecnie brzmi: »Cafe Vogue Z. Hejman i W. Hermelin«. Do przedsiębiorstwa przystąpił Wulf vel Władysław Hermelin w charakterze wspólnika jawnego. Spółka jawna. Spółkę reprezentują dwaj wspólnicy łącznie”. Wulf vel Władysław Hermelin — a na estradzie od grudnia: „konferansjer Wł. Lin”. Trudno o czytelniejszy pseudonim: człowiek, który przez pół roku zapowiadał gościom program, skracając sobie nazwisko do trzech ostatnich liter, wszedł do firmy jako pełnoprawny wspólnik. Sześć tygodni przed wojną Zygmunt Hejman dzielił kawiarnię z własnym konferansjerem.


Ostatnie znane ogłoszenie pochodzi z 25 lipca 1939 roku — „LAWIŃSKI w CAFE VOGUE. Aktualne dowcipy. Od dziś codziennie o 10 wiecz. Letnia sala otwarta. Wstęp wolny” — i stoi na kolumnie, której tytuły układają się w prognozę pogody na wrzesień: „»Times« o sprawie Gdańska”, „Zmiana kierunku antypolskiej akcji niemieckiej”, „Chamberlain o rozmowach min. Hudsona z dr. Wohltatem”, „Terror arabski w Palestynie”. „Aktualne dowcipy” — obiecywał afisz. O czym żartuje się w Warszawie w ostatnich dniach lipca 1939 roku, każdy czytelnik tej kolumny wiedział aż za dobrze.

XVI. Wrzesień 1939 — ucieczka
Café Vogue działała do września 1939 roku. Potem na Warszawę spadły bomby; gmach Generalich przetrwał oblężenie, kino Palladium wznowiło pod okupacją działalność — ale świat, dla którego istniała kawiarnia mody, skończył się w kilka tygodni. Zygmunt Hejman nie czekał, aż nowy porządek się nim zajmie: uciekł z Warszawy na południe i przedostał się przez granicę. Szedł szlakiem, którym tamtej jesieni szły dziesiątki tysięcy ludzi — przez Karpaty na Węgry, do Budapesztu, gdzie działało jeszcze poselstwo Rzeczypospolitej wydające paszporty i dokumenty podróży, gdzie komitety opiekowały się uchodźcami i skąd prowadziły dalsze drogi: przez Jugosławię i Włochy, a po czerwcu 1940 roku przez Bałkany i Lizbonę — za ocean.
Ślad tej ucieczki zachował się po drugiej stronie Atlantyku. Polonijny dziennik „Nowy Świat”, wychodzący w Nowym Jorku, drukował w odcinkach „Listę uchodźców na Węgrzech” — spis Polaków, którzy zgłosili się do polskich placówek. W numerze z soboty 13 stycznia 1940 roku, w porządku alfabetycznym, między Heydukowskim Stefanem a Hierowskim Zbigniewem, figuruje zapis: „Heyman Zygmunt — Warszawa”.



XVII. 28 sierpnia 1942 — Avenida Atlântica 540
W Archiwum Narodowym Brazylii, w zespole Delegacia de Costumes e Diversões do Rio de Janeiro — urzędu rejestrującego artystów występujących publicznie w stolicy kraju — zachowała się karta opatrzona datą 28 sierpnia 1942 roku i numerem rejestru artysty 34: HEJMAN, ZYGMUNT, syn Ludwika i Barbary, narodowość polska, urodzony w Warszawie, żonaty, zamieszkały Avenida Atlântica 540 — nadmorska aleja Copacabany. Rysopis: cera biała, włosy jasne, oczy piwne, wzrost metr osiemdziesiąt. W prawym górnym rogu — fotografia z datownikiem 10.7.[1]942.

I tu następuje moment, dla którego powstała ta opowieść. W Polsce od wojny przyjmowano, że Zygmunt Heyman zginął w Zagładzie — bazy podają getto i rok 1942, literatura jazzowa obóz w Trawnikach. Wystarczy jednak położyć obok siebie dwie fotografie: twarz z brazylijskiej karty i twarz bandżysty z kadrów „Dziś mamy bal”. Zygmunt Hejman nie zginął w getcie.

Rewers karty potwierdza tożsamość zawodową. „Gênero artístico atual: MÚSICO. Gênero artístico no início da carreira: MÚSICO”. Na pytanie, czy żyje wyłącznie z zawodu — „SIM”, tak. Na pytanie o początek kariery artystycznej — 1925: rok po japońskich różach z Bagateli. Pięć lat później, w 1947 roku, brazylijskie karty imigracyjne zarejestrują jego pobyt stały: Zygmunt Hejman, urodzony w Warszawie, żonaty, syn Ludwika i Barbary.

XVIII. 19 grudnia 1948 — oldsmobile numer 191
Ostatni znany ślad jest znakiem nie tylko życia, ale i powodzenia. „Correio da Manhã”, jeden z największych dzienników Rio de Janeiro, wydrukował w niedzielę 19 grudnia 1948 roku całostronicowe ogłoszenie firmy Autobrás — wyłącznego dystrybutora oldsmobile’ów — z życzeniami „Boas Festas” dla wszystkich „olds…mobilistów” w pięćdziesięciolecie marki i z imienną listą klientów, którym wydano samochody. W rubryce „Entregas até novembro de 1948” — dostawy do listopada 1948 roku — pod pozycją 191 widnieje: Zygmunt Hejman. Dziewięć lat po ucieczce z Warszawy dawny bandżysta z Adrii odbiera na święta nowego oldsmobile’a. Człowiek, o którym mówiono, że ma szczęście, najwyraźniej zabrał je ze sobą przez ocean.


XIX. Losy zespołu
Orkiestra, która rozeszła się po sezonie 1934 roku, rozproszyła się potem po trzech kontynentach — i jej losy są miniaturą losu całego pokolenia warszawskich muzyków rozrywkowych.
Julian Front, wspólnik i skrzypek, prowadził po rozstaniu własne lokale: „Café Dancing F.F.” przy Niecałej 6, należący do braci Front, i „Pod Krzywą Latarnią” przy Podwalu 25; komponował dla żydowskiego teatru Banda i stworzył spółkę autorską ze Stanisławem Ferszką — to z niej wyszły przeboje „Nie płacz”, „Żal”, „Bo to się zwykle tak zaczyna” i „Ty jeszcze wrócisz do mnie” z repertuaru Wiery Gran i Mieczysława Fogga. Po wybuchu wojny wyjechał do Lwowa, stamtąd w głąb Związku Sowieckiego; z Armią Andersa dotarł do Palestyny, grał w orkiestrze Henryka Warsa, a zdemobilizowany w 1946 roku osiadł w Tel Awiwie, gdzie prowadził bar „Delfin”. Zmarł tam w 1964 roku — skrzypek z Bodegi jako barman znad Morza Śródziemnego.
Stanisław Ferszko — pianista, cudowne dziecko warszawskiego konserwatorium, autor tanga „Jak w piosence” z okładki nut reprodukowanej w tej opowieści — wyjechał do Palestyny jeszcze w 1937 roku. Akompaniator Wiery Gran i Warii Łaski stał się tam jednym z najpopularniejszych kompozytorów; nazywano go „izraelskim Gershwinem”, a jego pieśni, jak „Bab el-Wad”, do dziś uchodzą za ludowe. W 1952 roku zaangażowany przez NBC wyjechał do Stanów Zjednoczonych; zmarł w 1990 roku na Florydzie.
O pozostałych wiadomo mniej — i to milczenie też jest częścią tej historii. Tadeusz Jeselzon (saksofon, skrzypce), Michał Didyk (saksofon), Franciszek Witkowski (saksofon, klarnet), Filip Goldberg (perkusja) i Zygmunt Jaroszewski (puzon, widoczny w filmie) — ich wojennych losów nie udało się dotąd ustalić; kwerenda trwa. Nie wiadomo też, co stało się z Wulfem vel Władysławem Hermelinem, wspólnikiem i konferansjerem ostatnich sześciu tygodni. Franciszek Moszkowicz, dyrektor Adrii, człowiek od szympansów i czterech orkiestr, zginął w czasie okupacji.
A dwie kobiety z afiszów? Hanka Ordonówna, której zespół akompaniował w listopadzie 1932 roku, przeszła sowieckie więzienie i tułaczkę z armią Andersa, opiekowała się polskimi sierotami wywiezionymi w głąb Rosji i zmarła w 1950 roku w Bejrucie. Wiera Gran, która debiutowała na estradzie przy Złotej 7, trafiła do getta i śpiewała w kawiarni „Sztuka” obok Władysława Szpilmana; wyszła na aryjską stronę, przeżyła — i przez resztę długiego życia, aż do śmierci w Paryżu w 2007 roku, broniła się przed oskarżeniami, z których kolejne komisje ją oczyszczały. Jej historia jest osobną, gorzką książką; tu odnotujmy tylko, że zaczęła się od afisza z 1 maja 1938 roku, na którym Café Vogue nazwała ją „naszą piosenkarką”.
XX. Karolina — ślad brazylijski
A Karolina? Jej dokumentów podróży nie odnaleziono dotąd w listach pasażerskich — ale dwa niezależne rejestry mówią, że i ona ocalała, i że jej droga wiodła tam, dokąd dotarł mąż. W bazie żydowskich uchodźców, którzy przedostali się do Brazylii przez Francję, figuruje jeden rekord: HEJMAN, Krystina Karolina, z domu DAUMAN, urodzona w Kośminku, narodowości polskiej — miejsce urodzenia zgodne co do folwarku z lubelskim aktem numer 455, imiona zgodne z chrztem z grudnia 1938 roku. A w kartotece Arolsen Archives — dawnego Międzynarodowego Biura Poszukiwań — zachowały się dwie karty tej samej osoby, założone pod obydwoma nazwiskami: Dauman zamężna Heyman i Heyman z domu Dauman, córka Abrahama i Chaje Racker; w rubryce narodowości wpisano jedno słowo: brazylijska.
Żona właściciela Café Vogue skończyła więc także jako obywatelka Brazylii.
XXI. Pamięć
Po Café Vogue nie została ani jedna fotografia wnętrza. Zostały ogłoszenia — kilkadziesiąt pasków w gazetach, z których da się odtworzyć dwa sezony: kto grał, o której, ile kosztowała kolacja, kiedy rozdawano kosmetyki i czyj głos płynął z „aparatury dźwiękowej”. Zostało zdanie recenzenta o dwóch srebrnych fortepianach na specjalnym podium. Zostały kadry z siedmiominutowego filmu awangardowego, na których widać twarz właściciela — i dzięki którym, dziewięćdziesiąt lat później, można było tę twarz rozpoznać na karcie z Rio de Janeiro.

Przez osiemdziesiąt lat polskie słowniki grzebały Zygmunta Heymana w getcie albo w Trawnikach. Kwerenda tego projektu — od ogłoszenia o ośmiu tysiącach japońskich róż z 1924 roku po listę szczęśliwych posiadaczy oldsmobile’ów z 1948 — pozwala napisać zakończenie na nowo. Człowiek, który przez piętnaście lat grał Warszawie do tańca i który zbudował jej najmodniejszą kawiarnię, uciekł, przeżył i grał dalej — po drugiej stronie oceanu, przy plaży Copacabana. Historia jego śmierci okazała się pomyłką. Historia jego życia czeka jeszcze na swój brazylijski rozdział — i na dzień, w którym przy Złotej 7 ktoś zatrzyma się przed tablicą z jego nazwiskiem.
—————
Kalendarium
| Data | Wydarzenie |
|---|---|
| 28 III 1901 | Data urodzenia Zygmunta według brazylijskiej karty artysty: Warszawa; syn Ludwika i Barbary. |
| 2 VIII 1909 | W folwarku Kośminek pod Lublinem rodzi się Karolina Dauman, córka Abrama, dzierżawcy gorzelni, i Chai z Rackierów (akt nr 455). |
| 25 X 1924 | Otwarcie dancingu „Jardin de Japon” w zimowej sali ogrodu „Bagatela”; dyrektor artystyczny — Zygmunt Brucz-Heyman („Przegląd Wieczorny”, 23 X). |
| 1925 | Rok podany po latach jako początek kariery artystycznej na karcie w Rio de Janeiro. |
| ok. 1930 | Założenie orkiestry Front-Heyman Jazz z Julianem Frontem. |
| 7 II 1931 | Otwarcie Café Adria przy Moniuszki 10, w gmachu projektu Edwarda Ebera — „mistrzowski zespół jazzbandowy Front & Heyman” w programie. |
| 12 IX 1931 | Front-Heyman Jazz jedną z trzech orkiestr otwieranej po przebudowie „Oazy”. |
| 1931 | Nagrania dla „Syreny Record”; fotografia zespołu na okładce nut tanga „Jak w piosence” St. Ferszki. |
| XII 1931 | Ogłoszenie karnawałowe orkiestry: bale, rauty, zabawy; telefon prywatny 316-15. |
| 1 II 1932 | Bal Młodej Architektury; sceny z orkiestrą do filmu „Dziś mamy bal” kręcone w Adrii (premiera III 1932). |
| 1932 | Sezon łódzki: „Piccadilli”, Zawadzka 1 („Freie Presse”). Karolina Wiszniewiecka wśród gości Zakopanego (pensjonat Carlton). |
| 17 IX 1932 | Five o’clocki w „Caffé Italia” (codziennie) i „Dancing Bodega” (niedziele i święta) — „muzyka Front i Heyman”. |
| 12 XI 1932 | Polskie Radio, 23.00: transmisja muzyki tanecznej z „Bodegi”, orkiestra Front i Heyman. |
| XI 1932 | Orkiestra akompaniuje Hance Ordonównie na porankach w Teatrze Artystów (Karowa 18); ostatni poranek 20 XI. |
| VIII 1933 | Sezon w Truskawcu; dancingi w „Chez Rudek” („Czas”, 2 VIII). |
| 25 I 1934 | „Muzyk z zawodu”: po wygranych sięgających 150 000 zł rocznie Heyman otwiera kolekturę loterii przy Mazowieckiej 14. |
| IX 1934 | Ostatni znany afisz zespołu: cztery orkiestry Adrii na sezon jesienny, wśród nich Front-Heyman. Współfinansowany przez Heymana film „Zamach na generała Skałłona” wywołuje protest uczestniczek zamachu. |
| ok. 1935–1937 | Front prowadzi własne lokale (F.F., Pod Krzywą Latarnią); Ferszko wyjeżdża do Palestyny (1937). Heyman mieszka przy Koszykowej 59 (spis abonentów 1937/38). |
| 19 X 1937 | Pierwsza zapowiedź prasowa Café Vogue, Złota 7 — w gmachu Assicurazioni Generali, drugiej warszawskiej realizacji Edwarda Ebera. |
| 24 X 1937 | „Zygmunt Heyman ma zaszczyt zawiadomić…” — ogłoszenia w „Dobrym Wieczorze” i „Wieczorze Warszawskim” (pod proklamacją pokojową Roosevelta). |
| 9 XI 1937 | „»Café Vogue« najwspanialszą kawiarnią stolicy” — dwa srebrne fortepiany na specjalnym podium; wnętrza projektu zespołu Edwarda Seidenbeutla. |
| 18 XI 1937 | Otwarcie Café Vogue o godzinie 18.00. |
| 8 III 1938 | „Monitor Polski” nr 54, poz. XLVI 140: firma „Cafe Vogue” Zygmunt Hejman; intercyza z małżonką Karoliną Wiszniewiecką z domu Dauman. Urzędowa pisownia nazwiska: HEJMAN; ślub zawarty przed tą datą. |
| III 1938 | W kawiarni grają Rosner, Herbst i Glasberg — „po wielkich sukcesach za granicą”. |
| 1 V 1938 | Debiut Wiery Gran — codziennie o 19.00 i 22.00, wstęp bezpłatny; sztucznie ochładzana sala. |
| lato 1938 | Kolacje z trzech dań po 2 zł; występy Warii Łaski; z „aparatury dźwiękowej” — Whiteman, Hylton, Roy, Payne, Boswell Sisters, Crosby („Nasz Przegląd”, 19 VII). |
| 27 VIII 1938 | Otwarcie sezonu jesiennego; gościnne występy Ludwika Lawińskiego. |
| 15 IX 1938 | Początek codziennych występów „CHANEL” o 13.00 — tego samego dnia Chamberlain leci po raz pierwszy do Berchtesgaden. |
| IX–X 1938 | Ogłoszenia kawiarni na kolumnach kryzysu sudeckiego, Monachium i Zaolzia; 20 IX zniesienie wyższych cen wieczornych; 29 X — parodystka Wawa i Max Factor obok relacji o podpaleniu Altera Lichta, w tygodniu wypędzeń do Zbąszynia. |
| 2–4 XI 1938 | Codzienne rozdawnictwo kosmetyków Max Factor Hollywood o 13.00. |
| 9/10 XI 1938 | Noc kryształowa w Rzeszy. |
| 16 XI 1938 | Ogłoszenie „Władysław Lin zaprasza do Café Vogue” (zespół Elizy Śliwowskiej) — na stronach „Naszego Przeglądu” o pogromie w Niemczech i napaściach na studentów Żydów w Warszawie. |
| 5 XII 1938 | Powrót Wiery Gran; konferansjer Wł. Lin — Wulf vel Władysław Hermelin, przyszły wspólnik. |
| 15 XII 1938 | Kosmetyki „Gladys Pickford” rozdawane każdej pani bezpłatnie, 17.00–20.00. |
| 30 XII 1938 | Karolina przechodzi w Rachowie na katolicyzm; imiona chrzestne Karolina Krystyna-Maria (wzmianka w akcie 18 VII 1939). |
| 1 I 1939 | „Wiadomości Filmowe”: Café Vogue „rendez-vous świata filmowego i artystycznego”; telefon międzymiastowy dla stałych bywalców. |
| III–V 1939 | Trzy seanse dziennie „fenomenalnego medium” Miry Jezierskiej; 1 III ogłoszenie nad instrukcją Kurii o chrzcie dorosłych Żydów. |
| VII 1939 | Lody z mrożonym kremem, letnia sala; 19 VII do firmy wchodzi wspólnik Wulf vel Władysław Hermelin („Monitor Polski”); 25 VII ostatnie znane ogłoszenie — Lawiński, na kolumnie o sprawie Gdańska. |
| IX 1939 | Wybuch wojny; koniec Café Vogue. Zygmunt ucieka z Warszawy na południe, do Budapesztu. |
| 13 I 1940 | „Nowy Świat” (Nowy Jork), „Lista uchodźców na Węgrzech”: „Heyman Zygmunt — Warszawa”. |
| 10 VII 1942 | Data fotografii wykonanej do brazylijskiej karty artysty. |
| 28 VIII 1942 | Rio de Janeiro: karta rejestru artystów nr 34 — Zygmunt Hejman, muzyk, żonaty, Avenida Atlântica 540. Fotografia na karcie — twarz znana z kadrów filmu z 1932 roku: dowód ocalenia. |
| po 1940 | Karolina Krystyna Hejman z domu Dauman dociera do Brazylii drogą przez Francję; w kartotece Arolsen Archives z narodowością brazylijską. |
| 1947 | Brazylijskie karty imigracyjne: pobyt stały Zygmunta Hejmana w Rio de Janeiro. |
| XI 1948 | „Correio da Manhã”, 19 XII 1948: na liście odbiorców oldsmobile’ów Autobrás, dostawy do listopada 1948, poz. 191 — Zygmunt Hejman. |
—————
Nota o źródłach
Opowieść oparta jest wyłącznie na źródłach. Prasa: „Przegląd Wieczorny” z 23 października 1924; „Kurjer Warszawski” z 7 lutego 1931, 12 września 1931, grudnia 1931, 17 września 1932, 11 i 19 listopada 1932 oraz 1 września 1934; „Freie Presse” (Łódź) 1932; „Czas” (Kraków) z 2 sierpnia 1933; „Dobry Wieczór! Kurier Czerwony” z 17 listopada 1932, 16 grudnia 1933, 25 stycznia i 5 października 1934, numery 290, 295, 311, 312 i 320 z 1937 roku, numery 119, 137, z 2 lipca, nr 236, z 20 września, z 3 października i nr 303 z 1938 roku oraz z 1 marca i 5 lipca 1939; „Wieczór Warszawski” z 22 i 24 października 1937; „Kurjer Poranny” z 7 września 1934; „Kurjer Polski” z września 1934; „Nasz Przegląd” z 19 lipca, 25 sierpnia, 3 i 13 września, 29 października, 4 i 16 listopada, 5 i 15 grudnia 1938 oraz 8 maja i 25 lipca 1939; „Wiadomości Filmowe” nr 1 (138) z 1 stycznia 1939; „Zakopiańska Lista Gości” nr 10 (1932); „Nowy Świat” (Nowy Jork) z 13 stycznia 1940; „Correio da Manhã” (Rio de Janeiro) z 19 grudnia 1948.
Dokumenty urzędowe: „Monitor Polski” nr 54 z 8 marca 1938 oraz numer z 19 lipca 1939 (rejestr handlowy, poz. XLVI 140); spisy abonentów Warszawskiej Sieci Telefonów PAST (wydania 1937/38 i następne); akt urodzenia nr 455 z ksiąg stanu cywilnego wyznania mojżeszowego m. Lublina, 1909, z wzmiankami marginesowymi z 1939 roku (Archiwum Państwowe w Lublinie; indeks Jewish Records Indexing – Poland).
Materiał filmowy i ikonograficzny: film „Dziś mamy bal” (reż. Jerzy Zarzycki i Tadeusz Kowalski, zdj. W. Kaczkowski, 1932) oraz kadry udostępnione przez Filmotekę Narodową — Instytut Audiowizualny (Fototeka); fotografie Narodowego Archiwum Cyfrowego; okładka nut „Jak w piosence” (nr 805).
Archiwa zagraniczne: Arquivo Nacional (Brazylia), zespół Delegacia de Costumes e Diversões do Rio de Janeiro, BR_RJANRIO_OC — karta rejestru artystów nr 34 z 28 sierpnia 1942; brazylijskie karty imigracyjne Rio de Janeiro 1900–1965; baza „Jewish Refugees France–Brazil”; Arolsen Archives, Red Line Cards, teczki 660700 i 660728. Literatura: Leon Tadeusz Błaszczyk, „Żydzi w kulturze muzycznej ziem polskich w XIX i XX wieku”, Warszawa 2014; Tomasz Lerski, „Encyklopedia Kultury Polskiej XX Wieku. Muzyka — Teatr — Film”; Łukasz Biskupski, „Kinofilia zaangażowana”, 2017; baza biogramów Biblioteki Jagiellońskiej — przywołane tam daty śmierci zweryfikowano w niniejszym opracowaniu negatywnie.
Opracowanie w ramach projektu upamiętnienia mieszkańców kamienicy przy ul. Złotej 7 i 9 w Warszawie · www.zlota7-9.com